W dniach 16.05.2019 do 13.06.2019 mail z forum nie działał poprawnie i mógł zgubić kilka maili, jeśli ktoś się próbował kontaktować proszę zrobić to ponownie. Za utrudnienia przepraszam!


[-]
Reklama



Ocena wątku:
  • 5 głosów - średnia: 2.6
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

[-]
Tags
miui 2 7 20 boje moje tekst nie do końca poważny

MIUI 2.7.20 - boje moje [tekst nie do końca poważny]
Niepublikowana tutaj zaległość - albo ja nie umiem jej znaleźć.
Jeśli już to gdzieś tutaj jest to proszę kogoś uzdolnionego o Kosz - będzie wrzuta za 3 punkty Big Grin

Dziewictwo z MIUI straciłem bezpośrednio przed tym jak posiadłem CM9... Czyli teraz będzie zachowana linia czasu. Tongue
Trochę mogą się odniesienia czasowe w tekście nie zgadzać, ale liczę na wyrozumiałość...

Poniższy tekst proszę potraktować bardziej jako "beletrystykę i upust dany wrodzonemu słowotwórstwu" niż jako tekst "z gruntu opiniotwórczy".
Co prawda, w założeniu, miał on (ten tekst) na celu przekazanie pewnych moich doświadczeń w bojach z UFO, ale suma-sumarum przyjął on formę bardziej dowcipu i autoironii niż pełnoprawnego i merytorycznego artykułu. Smile
Z tego właśnie powodu, proszę - w miarę Waszej nerwowej wytrzymałości - nie jeździć po tym tekście przesadnie ironicznie czy złośliwie. Nie mniej, wszystkie uwagi merytoryczne łykam jak pelikan cegłę.

====================================

Doświadczenia - a tym samym cały tekst - oparłem o najświeższą, stabilną wersję MIUI: 2.7.20 (+ oryginalne spolszczenie) dla Samsunga Galaxy S II.

====================================

Trochę już znudziłem się ROMowymi wynalazkami Samsunga dla SGS II - nie ukrywam, że dużą rolę w tym odgrywają kolejne "afery kernelowe" - a i customy już trochę mi się przejadły. Generalnie totalna nuuuuuuuda.
Tym samym doszedłem do wniosku, że czas "przewietrzyć chałupę" i spróbować zmierzyć się z czymś innym.
Jako, że CyanogenMod, póki co, jeszcze mi nie do końca leży... tak więc wybór przeciwnika pod marką MIUI wydawał się być oczywistą oczywistością.

Wall-E vs MIUI - pierwsze starcie

Do przeciwnika podszedłem z dużym zapałem, chęciami i wysoko podniesioną gardą. Mimo to wiedziałem, że ta walka najprawdopodobniej nie będzie wygrana, a na pewno będzie ciężka jak, nie przymierzając, tona gwoździ.
W liny wskoczyłem z głupkowatym uśmiechem, który dosyć szybko zgasł po zerknięciu na "wagę" przeciwnika... Żaba w zetknięciu z 70-ma tonami samobieżnej demokracji jaką jest M1 Abrams... Tak to z mojej perspektywy wyglądało - mniej-więcej. Ten lekki dysonans w klasach zawodników zdawał się widowni jednak wcale nie przeszkadzać...
Ale cóż... się zaczęło to cza i skończyć - bez względu na wynik. Najwyżej resztę życia spędzę w bujanym fotelu pijąc sok jabłkowy przez słomkę - nie mniej z honorem.

Laska w bikini z kartką "Round 1", przybicie rękawic, sędzia macha łapą i pooooooooooszli...

Sam proces romowania przebiegł tak samo gładko jak kilka pierwszych moich sprinterskich rund wokół ringu - tak samo bez przeszkód jak i z tak samo spiętymi pośladkami. To napawało optymizmem - przedwczesnym jak się okazało, ale o tym dalej...
Owa "łatwość" była objawem pozytywnym, gdyż podświadomie spodziewałem się problemów z racji posiadania na urządzeniu romu typu: "mocno self-castrate", dodatkowo w wersji bez przedromowego supportu dla MIUI - choć też 4.0.3... Ale romowanko jakoś poszło, więc banan na ryju.
Rom "wstał" nadspodziewanie szybko i gładko - nieporównywalnie szybciej niż jakikolwiek dotąd posiadany przeze mnie custom - o stockach to nawet przez grzeczność nie wspomnę.
Jednak w tym miejscu nogi poplątały mi się po raz pierwszy i (chyba) szóste okrążenie "Tour de Ring" nie poszło najgładziej - dwukrotne wpisanie prawidłowego pinu wywołało komunikat o błędzie tegoż - co w połączeniu z "ilością dostępnych prób" równą 0 (zero) spowodowało poluzowanie zwieraczy mojego pęcherza i swojego rodzaju "rosę" na deskach ringu. Na szczęście - jakimś dzikim fartem, odbiciem od lin i wykonaniem ekwilibrystycznego salta godnego rasowego Luchador'a - za trzecim razem trybnęło (Ufffffff...) i mimo tego potknięcia nadal szedłem jak przeciąg w pustym korytarzu.
Jednak po chwili następuje potknięcie nr 2 - odruchowo podłączyłem fona do laptopa... qrna, kabelkiem...
Instalacja sterowników - w sumie to "inny" Antek niż dotychczas więc spoko...
Komunikat-pytanie: "Czy podłączyć fona jako pamięć USB" - lekutka konsternacja, ale akceptuję - tak na wszelki wypadek... OK. Teoretycznie wszystko gra z tym, że w "Mój komputer" mam dwa nowe "napędy" zamiast - jak zawsze - jednego, z czego jeden z nich jest niedostępny. Zupełnie tak jak we wczesnych wersjach Antka 2.3.x... Ale OK - pies to drapał. Ten potrzebniejszy "napęd" jest dostępny i to ważne.
Czyli teraz skopiowanie kilku elementów "niezbędnika" i instalacja... Znaczy co... Uruchamiam "Menedżer plików" i instaluję? Ahaaaaa, "i ty się też tere-fere". Żeby ktoś się przypadkiem nie pomylił. Pierwsze czym mnie wita systemowy Menedżer plików to stwierdzenie typu "że może byłbym łaskaw zamontować sobie we fonie jakiś napęd SD bo system ni-chu-chu żadnego znaleźć sobie nie może"... Już oczami wyobraźni widziałem jak trener wśród kąpielowych ciuchów szuka ręcznika co by nim pacnąć w dechy... Ale nieeeeeeee... ale nieeeeeeee... (jak to mawiał Maciej z Zadupia). W ostatecznej rozpaczy wyjmuję kabel z fona (co by go wyłaczyć i wduśnąć mu kartę SD) i w tym momencie, w sposób cudowny, magiczny i niepojęty, w Menedżerze plików pojawia się wewnętrzna pamięć SD fona. Jacha !! Teraz nawet za ciasne trampki nie przeszkodziły mi w dokończeniu tego "kółeczka" wzdłuż lin ringu.

Pewnie do usr*nej śmierci bym tak latał dookoła ringu, gdyby przeciwnik nie postawił na mojej drodze swojej, wypełnionej większością siebie, rękawicy - na którą się oczywiście(!) centralnie ryjkiem własnym nadziałem. O ile twarz uparła się zostać dokładnie w miejscu przedmiotowej rękawicy, o tyle reszta mojego jestestwa raczej o tym pojęcia najwyraźniej nie miała. W skutek czego korpus, w sposób nagły i niespodziewany, przyjął pozycję horyzontalną a grawitacja dokonała reszty - koncertowo glebnąłem plerami na dechy.
W sumie błąd z typu "szkolnych". Nie wiem czemu, ale pod tą swoją "wybiórczo kędzierzawą" czaszką cały czas tkwiło mi przekonanie, że kopia PIM z KIESia jest najlepsza ever i dobra na wszystko łącznie z bólem zębów i biegunką... Pewnie tak i jest, ale napewno nie w tym przypadku - MIUI (domyślnie) nie chce gadać z KIESem przez kabel w tym temacie - zonk na tyle niespodziewany co i totalny.

Sędzia doliczył coś do stu-kilkudziesięciu i chciał liczyć dalej jednak ja się uparłem, że "nie wstanę, tak będę leżał" (Uparł się taki i weź mu daj...) więc dał spokój.

Tą razą KO było jak złoto...

Sama sytuacja nie przeszkodziła mi jednak w zapoznaniu się z "profilem" przeciwnika. Pomiędzy jedną zmianą opatrunków a kolejną, miałem sporo czasu by poznać rywala. Późno bo późno, ale zawsze.

Otóż... MIUI to ciekawy wynalazek.
Firmware pochodzi od tych samych rodziców, ale jego ewolucja poszła w nieco innym kierunku niż reszty potomstwa.
MIUI to ROM (Firmware) niezaprzeczalnie bliższy wymaganiom zwykłego użytkownika niż jakikolwiek inny stock stworzony na bazie zawartości banku spermy Androida (i Samsunga - w moim przypadku). Przejrzystość, brak "samsungowego obciążenia genetycznego" w postaci "małomęskich"... ekhem, sorry... cukierkowych nakładek i masy zbędnego softu... przyjazne "Opcje urządzenia", szybkość działania, apetyt na bateryjkę... No kosmos wręcz.
Niewielki dysonas - wśród tych achów i ochów - tworzy tu domyślny kolor interfejsu rodem z Oryndża (cholerna rapomańcza... blech...), ale to w sumie jest stosunkowo mały pikuś. Z tym da się skutecznie powalczyć jak się później okazało.

Wall-E vs MIUI - rewanż

Tą razą przeciwnik mógł liczyć na moje całkowite(?) przygotowanie do pojedynku. Poprzednią porażkę składam na karb mojej propagowanej wszem i wobec rutyny oraz przyzwyczajeń wyniesionych z (jakże prostych i łatwych) pojedynków ze stockowymi ROMami Samsunga (lub customami na nich opartymi). Nie po to teraz poświęciłem kilka dobrych godzin na rzeczy różne, by byle jaki prawy prosty lub lewy podbródkowy mógł przeważyć o zwycięstwie.
Tak sobie, gupi człek we własnej naiwności, myślałem.

Jako, że opcję "pół na pół" wykorzystałem (z dość marnym skutkiem jak się okazało) w pierwszym starciu, teraz przyszedł czas na "telefon do przyjaciela". Tymże "telefonem do przyjaciela" było:
- dogłębne - opcja po opcji - przeklikanie fona,
- odwiedziny na stronie domowej projektu,
- próba (podkreślam: próba) przestudiowania zagadnień na XDA...
Szczerze mówiąc, generalnie "ch-a" (fonetycznie: "cha") to dało - wiadomo o co c'mon z tym "cha".
Sporej ilości opcji fona nie zrozumiałem... strona projektu jest zasobna w pytania, ale z konkretnymi odpowiedziami na nie to już bardziej niż gorzej... XDA to jak zawsze śmietnik - a ja mam organiczne obrzydzenie do babrania się w śmieciach mimo, że czasami sporo "dobroci" tam się znajdzie. Czyli kiła generalnie. Mało zasobne w wiedzę mi potrzebną to było...
Czyli co... leżę i kwiczę. No też tak myślałem. Ale nieeeeeeee... ale nieeeeeeee...

Wróciłem do stockowego ICSa od Samsunga - na chwilę.
Poświęcając kilkadziesiąt - jakże z gruntu cennych - minut mojego życia i kilkadziesiąt - deko mniej cennych - MB transferu, zgromadziłem na lapie chyba wszystkie istniejące na świecie programy do tworzenia kopii zapasowych dla Androida. Trochę zdrowia i nerwów kosztowało mnie użycie ich wszystkich, ale za to kopii zapasowych to miałem tyle samo (o ile nie więcej) co argentyński Contras pasów z amunicją. W szale bakapowania użyłem nawet świeżo odkrytą opcję eksportu PIM do pliku vcf - była to użyłem (jak wszyscy to wszyscy - babcia też)... Daj Boże każdemu Adminowi serwera tyle bakapów mieć co ja wtedy miałem.
Tu nadmieniam, że najbardziej zależało mi na kopii danych PIM (kontakty, kalendarz, sesemesy... etc). Aplikacje były sprawą drugorzędną.

No to teraz c'mon puszku tu do mnie. Najmana to Ty ze mnie nie zrobisz - przynajmniej nie tak szybko.

Po pierwszym gongu, od razu, poszedł cios zadany GO Backup'em którego dotąd używałem głównie do przywracania aplikacji... Do końca mi on (ten cios) nie wyszedł bo deko się omsknął po szczęce przeciwnika, ale odrobinę go zdezorientował jak mniemam...
Problem polegał na tym, że GO Backup nie do końca sobie radzi z terminami osadzonymi w kontaktach - urodziny, rocznice. Tej wersji (najnowszej) GOB'a jeszcze nie miałem przyjemności używać i żyłem nadzieją, że ten "bug" już został usunięty... Ale nieeeeeee... Qrffa... Dosyć z tym Maciejem... No nie został usunięty i tyla. Tym samym kontakty miałem z nieco zdekompletowanymi danymi, nie mniej, od bidy można uznać że były - dzwonić się dało... Ale za to sesemesy, emenemsy i ustawienia WIFI miałem kompletne. Take a small point !!!
Zanim mi jeszcze przeciwnik nie wyszedł z szoku, tak bardziej z ciekawości - bo dotąd tego nie używałem - poprawiłem mu z prawej plikiem vcf...
Efekt tego był taki, że uzyskałem dubla kontaktów i sesemesów - ale dubla PEŁNEGO w dane kalendarzowe i teleadresowe !!! A tu Cię mam bratku !!!
Szybciutki manewr oskrzydlający w postaci usunięcia całego PIMa i poprawka z lewym hakiem w postaci ponownego zapodania pliku vcf... i jesteś mój, gringo !!!

Faktem jest, że przeciwnik nie stał w miejscu i próbował się deko odgryzać.
Ciosem na miarę sukcesu (przynajmniej w jego mniemaniu) miał niby być brak funkcji wyciszania fona poprzez jego odwrócenie ekranem do dołu (jakoś tego nie znalazłem), jednakże mój finalny "tumiwisizm" w tej dziedzinie wynikający z możliwość "jednoklikowego" przełączenia fona w tryb "cichy" skutecznie ostudziły jego zapał. Po niepowodzeniu tegoż, wyszła mocna kontra w postaci koloru interfejsu... Jednak seria ciosów w postaci kilkunastu zassanych skórek poprzez systemową funkcję "Motywy" dały mu - a bardziej mi - do zrozumienia że to "Ty tu urządzisz".
Przysłowiowym "asem z rękawa" mojego przeciwnika miał być brak opcji klikalnego ustawienia wyświetlania swojego numeru (w romach Samsunga owa opcja jest dostępna w ustawieniach operatora). Uch... to mogło boleć - tym bardziej, że większość moich znajomych ma założoną blokadę na numery "prywatne" - wiem bo sam zakładałem - a ja mam domyślnie numer ukryty.
Jednak najwidoczniej gościu zapomniał, że nie mając na sobie najskromniejszej nawet siatkowej podkoszulki choćby nawet na ramiączkach, to może zapomnieć o jakichkolwiek rękawach - a tym bardziej o wyjmowaniu z nich czegokolwiek. Szybki cios w podbródek w postaci kontaktu z BOKiem i wyłączenie onej opcji...

Łiiiii aaaaaaaar de czeeeeeeeeempions... !!!

Teraz już tylko laska w bikini latająca dookoła ringu z tabliczką obwieszczającą zwycięzcę, sędzia podnoszący moją kudłatą łapę do góry (nawet nie "liczył" pokonanego - bo po co), kwiaty i pluszaki lecące na ring, owacje na stojąco...


Romem nie będącym produkcją Samsunga - lub czymś na nich opartym - romowałem po raz pierwszy, przyznaję bez bicia. Mówię tu o produkcjach typu Cyanogen czy MIUI. Może to się wydawać dziwne biorąc pod uwagę moją przeszłość dotyczącą WM. A jednak.
Nie mniej "Nadejszła chwila na pstrąga z grilla", której to i ja - mimo, że dotychczasowy stan rzeczy wystarczał mi z zapasem - postanowiłem posmakować.
Degustacja wypadła nad wyraz pozytywnie. Pomijając fakt, że pierwsze podejście do MIUI skończyło się totalną porażką i wypaleniem ozora (papryczki chilli już tak mają) to całokształt potrawy - po umiejętnym użyciu odpowiednich przypraw - jest więcej niż zadowalający.

Mimo braku pewnych - oczywistych dla wcześniejszego zatwardziałego samsungowicza - opcji, całokształt romu jest zdecydowanie pozytywny i rekompensuje pewne "drobne" - wymienione wcześniej - niedogodności.

Z zalet na jakie trafiłem wymienię:
  1. Prosty, bez zbędnych cukierków, interfejs.
  2. Dużo mniejszy, niż w romach opartych o Samsunga, apetyt na baterię.
  3. Funkcjonalny natywny LockScreen - nareszcie !!!
  4. Płynności działania nawet przy właczonym oszczędzaniu energii (zduszone CPU i GPU) nie można nic zarzucić.
  5. Dużo bardziej logiczne i merytorycznie poukładane opcje urządzenia. Sam ICS wprowadził już pozytywne zmiany w tej dziedzinie, ale w MIUI zostało to dodatkowo usprawnione.
  6. Funkcja "Motywy" pozwalająca z poziomu systemu pobrać kompletne skórki dla systemu - co prawda duża część z nich posiada chińskie wtręty, ale to już kwestia gustu.
  7. Funkcja kopii danych (backup'u) - wbudowana w rom funkcja pozwalająca na pełny bakap PIM, aplikacji i ustawień.
  8. Pasek stanu - bez JKay'owych usprawnień mam nawet więcej niż potrzebuję.
  9. Funkcja "Firewall" - nareszcie wydzielona i rozbudowana !!! Choć co do jej ergonomii to już mam drobne uwagi.
  10. Odtwarzacz muzyki - jako produkt ciekawy i funkcjonalny, jednak uwagi co do szczegułów też mam. Ale z zalet:
    • Natywne i pełne wsparcie ze strony natywnego LockScreena (pełne sterowanie odtwarzaczem),
    • Natywne wsparcie dla przycisku(ów) słuchawek (kombinacje "wciśnięć"),
    • Natywne wsparcie odtwarzania w trybie "Folder" (jest).
  11. Dużo lepsza, niż u Samsunga, jakość dźwięku - equalizer tutaj wydaje mi się zbędny.

Do wad (osobiście) zaliczam:
  1. Brak wsparcia KIESa przez kabel - jeśli jest "KIES przez WiFi" to czemu nie ma tego "przez kabel". Przecież SGS II to urządzenie Samsunga - pełne wsparcie dla "peryferiów" tejże firmy było by pożądane.
  2. Fizyczne oddzielenie od siebie trybów łączenia się z PC - albo tryb nośnika USB+ładowanie albo tylko ładowanie - IMO, bez sensu.
  3. Brak pełnych opcji operatora komórkowego - w porównaniu z romami Samsunga. Tutaj musiałem "pewną" funkcję wyłączyć z poziomu operatora a nie jak wcześniej "przeklikać opcje i mieć". Wiem, mogłem użyć "kodu z dialera" ale wcześniej to miałem (w WM również) więc obecność opcji wydaje mi się być naturalna.
  4. Brak pełnego sterowania sensorem położenia - np. brak funkcji wyciszania po odwróceniu fona ekranem do dołu (albo ja tego najzwyczajniej nie znalazłem).
  5. Brak (ale to już kwestia przyzwyczajenia z romów Samsunga) funkcji dzwonienia lub esemesowania poprzez przesunięcie paluchem po kontakcie w lewo lub w prawo - IMO, bardzo wygodne rozwiązanie nie wymagające "wchodzenia" w kontakt.
  6. Mało ergonomiczny Firewall - sam w sobie jest super sprawą, ale IMO trzeba jeszcze deko popracować nad jego funkcjonalnością.
  7. Lista aplikacji (szuflada) to część pulpitu - kolejne ekrany - a nie odrębny moduł co mi bardzo przeszkadza.
  8. Brak przyzwoitego odtwarzacza filmów - znaczy... jest jakiś odtwarzacz będący częścią Galerii, ale to raczej taka namiastka do podglądania filmów zrobionych kamerą.
  9. Odtwarzacz muzyki nie umie odtwarzać inaczej niż tylko w trybie losowym (playlista, tryb folderu) - przynajmniej mi nie udało się go zmusić do wyłączenia losowości.
  10. Odtwarzacz - przynajmniej u mnie powoduje najczęściej drain CPU.
  11. Domyślny kolor interfejsu - rapomańczowy... Sorry, ale dla mnie rażący i niezbyt ładny. W sumie kwestia gustu.
  12. Nieco gorsza, niż na oryginalmym samsungowym ICSie xxLPW, jakość połączeń głosowych... ale to raczej będzie kwestią pomieszania w radiach. Tu mówię o standardzie.

Reasumując...
Jak na Androida... jestem nadzwyczaj pozytywnie zaskoczony - mimo mojego coraz bardziej ambiwalentnego stosunku do tego systemu. ROM, jako produkt, wydaje się być projektem pełnym i skończonym - trudno przyczepić się, że coś nie działa, czegoś nie ma czy coś w tym rodzaju.
Owszem, ROM nie posiada pewnych - znanych mi z ROMów samsungowych - elementów, funkcjonalności czy gadżetów, ale wynika to raczej z jego "filozofii" niż niedoróbek.
Dla mnie jest on ciekawą, a co ważniejsze, funkcjonalniejszą i bardziej "user-friendly" odmianą od tego, co używałem dotychczas.


Odpowiedz Opera Windows 7


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości